401

Nie zdajecie sobie nawet sprawy, jak ciężko jest po sezonie spędzonym w Bieszczadach przestawić się na miejski sposób bycia. Od przyjazdu do Warszawy minęło kilka dni, a ja nadal czuję się jak przybysz z innej planety. Stale obecny, wkręcający się w czaszkę nawet na przedmieściach pomruk wielkiego miasta, wszyscy gdzieś gnają z wypisaną na twarzy, a dostrzegalną dopiero po paru latach odwyku determinacją i każden jeden jest zorientowany na realizację wyznaczonych zadań w młodym, dynamicznym zespole. Ze ścian przejścia podziemnego rzygają jaskrawymi kolorami plakaty wyglądające jakby autystyczny czterolatek składał je ze strzępów czegoś wyrzuconego na beton z przelatującego samolotu. Do Wetliny sztuka nowoczesna nie dojeżdża, a nawet gdyby, to zostałaby tam natychmiast wyśmiana, podobnie jak szereg innych sztucznych tworów, które funkcjonują wyłącznie dlatego, że nikt nie ma jaj żeby zawołać- "Król jest nagi!". W Bieszczadach, jaj wszelakich, włącznie z niewyjętymi, jest pod dostatkiem i podobne absurdy natychmiast sprowadzane są przez byle pijaczka do kwiczącego parteru. Wciskam ręce do kieszeni wysłużonej wojskowej kurtki tak, jakbym chciał wleźć tam za nimi cały, stawiam kołnierz i chowam łeb za tym parawanem. Z mijanej kawiarni dobiega jakieś niechybnie awangardowe, elektroniczne popierdywanie. Zabarykadowany w styranej M65-tce zatykam jeszcze słuchawkami uszy, puszczam stary dobry Breakout i stopniowo odzyskuję dobry humor. Wrażenie wyobcowania pozostaje, ale ma już inne zabarwienie i sunę przez ulice pełne spieszących się ludzi krokiem westernowego rewolwerowca.

Nie podjąłem i być może nigdy nie podejmę ostatecznej decyzji o wyrzeczeniu się Warszawy. Za kilka lat może mi zbrzydnie nieidealna bieszczadzka codzienność, przesiąknięta wszechobecnym alkoholem oraz przywożonym przez niektórych turystów wakacyjnym podejściem do moralności, lecz minusy o których z pewnością kiedyś napiszę więcej, są niczym w porównaniu. Nie do zniesienia jest dla nie cała ta ganianina, pozerstwo, bezduszność biurokracji, wszyscy ci wypacykowani "miejscy drwale", zblazowane artystki o zmyśle estetyki spaczonym na prestiżowych uczelniach, amatorzy smalltalk-u, ludzie którzy twoją wartość zmierzą w oparciu o wszystko, tylko nie dobre serce. Skoro komuś w tym dobrze, to dobrze mu tak, mnie natomiast wszyscy wymienieni w poprzednim zdaniu mogą w nos pocałować. Albo nie, nie mogą, bo jeszcze ktoś spróbuje.

Enyłej, chciałbym całą tą pstrokatą fasadę widzianą oczami bieszczadnika na ćwierć gwizdka spuentować wspomnieniem następującej sytuacji:

Pewnego jesiennego wieczora na werandzie "Cienia" zagościł Myszek, przerywając wędrówkę spod sklepu Zdzicha do Bazy Ludzi z Mgły, gdzie co wieczór terroryzuje turystów swoją poezją, nazywając to z jakiegoś powodu pracą. Wpadł, żeby pożalić się na zmęczenie:
- Kurwa mać- zaczął żeby zwrócić uwagę obecnych i tonem domagającym się pochwały albo współczucia obwieścił- przerzuciliśmy dziś z Manolem 10 ton kamieni.
- No i co?- rzucił siedzący przy stole i podminowany czymś Kaktus.
- No i nic- odpowiedział po chwili zdziwiony pytaniem Myszek.
- To po chuj przerzucaliście?

No właśnie- po chuj?

takijeden 25.01.2018, 08:17

@Seba
Nie mam wyjścia :) Tzn. mam, ale musiałbym zostawić odłogiem sprawy które mogę załatwić tylko w Warszawie. Jeszcze trzy miesiące i zamiast przeżywać problemy pierwszego świata, będę mógł się oddać delektowaniu takimi bolączkami jak wizyty Rączki, śpiewającym Prawdziwkiem, lisami buszującymi w śmieciach, światłami gasnącymi w całym schronisku kiedy się włącza czajnik itd. Nic, tylko odliczać dni ;)

@Don
Masz absolutną rację- to nie jest rzecz zero-jedynkowa, np. właśnie w Warszawie mieszka większość moich przyjaciół, to nie Mordor, w każdym razie nie ten tolkienowski ;) Sarkam sobie tylko na rzeczy i zjawiska jakie napatoczyły mi się w drodze przez centrum miasta które mnie wykarmiło i wychowało- rzeczy które w naturze raczej by się nie utrzymały, nie obroniły, ale pod kloszem miejskiej rzeczywistości kwitną, a nawet na niektórych płaszczyznach wiodą prym.

@Stoiczkow
Baza w formie, nauczyła Kawę otwierać drzwi wieszając się na klamce. Można powiedzieć, że między czworonogami panuje zadziwiająca wręcz harmonia, a wszystko dzięki trzeciej kotce- wziętej ze schroniska (zbieżność imion przypadkowa, słowo!) Bazi, która z bezmiarem bezczelnie nachalnej miłości wpakowała się wszystkim psom w objęcia i teraz reszta kotów nie musi wiać na szafki ilekroć jakiś owczarek przeleci przez dom. Celowo nie wspomniałem o Rudym, bo on jeden potrafi zrobić minę gargulca, zaskrzeczeć i pogonić kota który np. za bardzo zbliży się do jego domku albo miski :)

Oto Bazia krusząca lody: http://i375.photobucket.com/albums/oo192/Dominik_Kost/suzabazia_zpszu4jgyev.jpg

@Jamb
Serduszko faktycznie zmienia wydźwięk Twojego komentarza, choć i bez niego zgodziłbym się z tym co napisałaś, dodając jednocześnie, że zawsze zastrzegałem sobie prawo do oceniania wszystkiego i wszystkich, przy czym absolutnie dementuję- gdyby się jakieś pojawiły- pogłoski o swojej nieomylności :)

jamb 20.01.2018, 07:11

(Tam bylo serduszko na koncu, ale mi sie zmylo przy publikacji!)

jamb 19.01.2018, 18:00

kwintesencja alienującej postawy oceniającej

stoiczkow 17.01.2018, 14:42

a co słychać u Twoich kotek - czy Kawa zaprzyjaźniła się z pozostałymi czworonogami? Jak forma Bazy? Pozdrawiam.

donpepego 11.01.2018, 11:56

dobre jest to, że poza Wawą i Bieszczadami są inne miejsca/stany umysłu, niekoniecznie mieszczące się na prostej liniowej skali, której końce wyznaczają w/w; to nie linia, tylko raczej przestrzeń n-wymiarowa.
właściwie z muzyką i sztuką wizualną podobnie - szkoda upraszczać na zasadzie akustyczne piękno inspirowane naturą i historią / pretensjonalna awangarda i elektronika, bo niejedno dziecko z kąpielą wylejemy.
wczoraj pół dnia spędziłem w warszawskim biurowcu, chwilami z nudów licząc ilość "acziwmentów", "taczpointów" i "kijuzerów", którą można wplatać w polską mowę... chyba zobojętniałem, w sensie - przyjmuję do wiadomości i ani mnie to już nie oburza, ani bawi. wśród small talków nieraz aż brzęczy tęsknota za porozmawianiem, za jakimś pęknieciem na masce, wręcz część tych korposzczurów bardziej inteligentnych i bliższych handlu/negocjacji, mam wrażenie że uczy się wytwarzania wokół siebie aury autentyzmu i nieszczurzości, z różnym skutkiem, nieraz potrzeba czasu żeby to odróżnić. i generalnie to bliskie mi są Twoje odczucia i spostrzeżenia, houk.

sebaerwin 10.01.2018, 19:23

Witaj w naszym świecie Dominiku. Wielu z nas przeżywa to co ty teraz. Ale zazdrościmy Ci, że ty przeżywasz rzadziej. Wytrwasz do wiosny :)