13

W odróżnieniu od niezliczonej ilości wcześniejszych manifestacji, na pogrzeb Jadwigi Kaczyńskiej poszedłem wyłącznie po to, by samą obecnością złożyć szacownej i tak okrutnie doświadczonej przez los rodzinie, swoje najszczersze kondolencje.
Stanąłem na zewnątrz, tłum zgromadzony po obu stronach Krakowskiego Przedmieścia nie wznosił tym razem żadnych okrzyków, a dostojną ciszę przerywała wyłącznie modlitwa i dwukrotnie oklaski- po homilii bp Antoniego Dydycza, oraz wzruszającej mowie Jarosława Kaczyńskiego. Przed wejściem do bazyliki Świętego Krzyża kilka flag przewiązanych kirem, gdzieś obok anonimowy fotoreporter usiłujący uchwycić w kadrze zmarzniętą staruszkę i szaleńca, który kręcił się wśród żałobników wymachując rachityczną laseczką.
Na zaśnieżonym dachu odjeżdżającego karawanu, ktoś położył pojedynczą, czerwoną różę i gdybym miał zamknąć tą uroczystość, cały dzień w jednym obrazie, byłaby nim właśnie ona.